10 stycznia 2004, klub Skarpa, Kopernika 5/7/9
Podsumowanie bilardowego sezonu 2003



Na koniec stycznia zaplanowaliśmy spotkanie naszej AGB-owskiej grupy bilardowej, jednak nikt się nie spodziewał, że kwestia terminu i miejsca zostanie rozwiązana tak nieoczekiwanie. Andrzej, który udzielał się już bardzo aktywnie w różnego typu działalności sportowej, posiadający dość szerokie kontakty z kierownictwem firm, organizujących międzyfirmowe turnieje sportowe, otrzymał 4 podwójne zaproszenia na galę, podsumowującą jesienny sezon rozgrywek w jednej z owych firm. Miejscem miał być klub Skarpa, niegdysiejsze kino o takiej samej nazwie. Z racji tego lokal ma charakterystyczną , kilkupoziomową strukturę. Na samym dole duże pomieszczenie z półokrągła sceną, wyżej (tam, gdzie były miejsca dla widzów kinowych) szereg kanap i stolików i na najwyższym poziomie, dawniejszym pomieszczeniu projekcyjnym, kilkanaście miejsc z wysokimi stolikami, zwieńczonych niebiesko oświetlonym barem. Generalnie wszystko tonęło w półmroku i tylko miejscami było rozświetlone silnymi lampami, które przekręcane wciąż przez przechodzących gości często raziły oczy.
Cztery zaproszenia idealnie pasowały do naszej 8-osobowej grupy. Okazało się, że poza Małgosią, która z usprawiedliwionych powodów nie mogła być z nami, wszyscy dotarli w komplecie. Ponieważ znaleźliśmy się w lokalu w miarę wcześnie, mogliśmy poszukać bez problemów miejsca, które umożliwiłoby nam dokonanie uroczystego rozdania nagród. Miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że sąsiadowaliśmy z lożami VIP-ów, a tuż obok naszego stolika zasiadł sam Jerzy Engel, kiedyś trener pierwszej reprezentacji piłkarskiej, teraz menedżer w stołecznej Legii. Był z jakąś kobietą i prawdopodobnie córką. Przyszło nam do głowy, że za intymne zdjęcia, które mogliśmy tam wykonać, zgarnęlibyśmy zapewne ładną sumkę od jakiejś agencji czy wydawnictwa
Około 21-ej klub się już prawie wypełnił i choć mieliśmy dość dobrą lokalizację i miejsca do siedzenia, to dało się odczuć pewien problem z realizowaniem zamówień przy barze. Rodzaj spożywanych napojów był dość zróżnicowany - od piwa (Paweł, Kasia, Aneta, Parys - gościnnie zastępował Gosię), poprzez wino (Asia), aż do wody ognistej, na którą zdecydowali się Andrzej z Karolem. W międzyczasie roznoszono również darmowe napoje energetyzujące, które na równi z widokiem ich roznosicielek regenerowały nasze siły witalne. W międzyczasie na głównej scenie dekorowano najlepsze teamy rozgrywek siatkarskich, koszykarskich i piłkarskich. Atmosfera była więc na tyle uroczysta, że w pewnym momencie prezes naszej grupy - Paweł - prawdopodobnie niesiony nastrojem, poprosił o uwagę i po chwili z przemyconych z szatni reklamówek (ogłoszenie przy szatni informowało, że "szatniarze nie wydają na chwile rzeczy", albo bardzo podobnie...) wyjął dyplomy i zaczął odczytywać kolejne miejsca, wręczając przy tym stosowne nagrody. Z niemałym zaskoczeniem i wesołą sympatią spotkał się malutki plastikowy stolik do bilarda z maciupkimi bilami, który otrzymała za 8-me miejsce Kasia. Pierwszą trójkę nagrodzono medalami, a zwycięzca, czyli Andrzej dostał również puchar za najlepszy wynik 2003 roku. Wszystko to przy dźwiękach queenowego przeboju "We are the Champions". W imieniu Gosi dyplom i medal odebrał zaskoczony i czerwony z zakłopotania Parys.
Tymczasem na scenie raczono nas popisami grupy magików (trzeba przyznać, że sprytnie wykorzystujących naszą nieuwagę) oraz międzynarodowej gwiazdy fitness. Oczywiście, w tym momencie wszyscy już bądź to upajali się swymi trofeami, cieszyli się z towarzystwa czegoś płynnego w szkle, bądź też czekali na mającą trwać do późnych godzin nocnych (rannych?) dyskotekę. Nasza grupka prawdopodobnie wzbudziła swego rodzaju sensację, ponieważ po dekoracji medalami wstaliśmy i nagrodziliśmy zwycięzców brawami. Niektórzy nawet w porywie dumy postanowili nosić swe medale, zawieszone na biało-czerwonych szarfach
A potem były już tylko tańce, choć z racji tłumu wypełniającego parkiet, przypominające raczej nerwowe podrygiwania w zatłoczonym autobusie niż radosną zabawę...